Nowa Zelandia – Dzień 8 – Kajakiem po Abel Tasman

W końcu znalazłem nieco czasu, żeby dokończyć serię postów o Nowej Zelandii. Jeśli ktoś czytał relacje z poprzednich dni to wie, że dopisywało nam dużo szczęścia. Jednak to co mieliśmy przyjemność doświadczyć w trakcie wyprawy kajakami morskimi po wodach i plażach Abel Tasman pobiło nawet najlepsze zdjęcia, które można znaleźć na Google i przeszło nasze wszelkie oczekiwania względem tego co tam zobaczymy. Teraz – nieco ponad rok później – z dużą przyjemnością wracamy do tamtego dnia 🙂

Kiedy planowaliśmy wyprawę po NZ i zobaczyliśmy te właśnie idealne zdjęcia, od razu zapadła decyzja o dodaniu wycieczki po parku Abel Tasman do listy. Jest to olbrzymi park narodowy, który może sam w sobie stanowić atrakcję na co najmniej tydzień – od wielodniowych tras spacerowych, siedlisk rzadkich gatunków po wycieczki kajakami morskimi – ma do zaoferowania naturalne piękno w każdej możliwej odsłonie. Z racji ograniczonego czasu (3 tygodnie na Nową Zelandię to jest absolutne minimum – będę powtarzał to wielokrotnie) mogliśmy sobie pozwolić „jedynie” na całodniową wyprawę morskim kajakiem.

Abel Tasman Kayaks
Baza firmy Abel Tasman Kayaks – nieduża ale ze wszystkim co potrzebne, bezpośrednio przy drodze, blisko do morza i z przemiłą, kompetentną obsługą

Ze wszystkich dostępnych opcji wybraliśmy firmę Abel Tasman Kayaks, która w swojej ofercie proponowała m.in wycieczki zorientowane na obserwowanie natury – w tym opłynięcie „wyspy fok”. Co ważne, firma szczyci się „świadomą turystyką naturalną” co oznacza, ze nie zakłóca spokoju zwierząt tylko po to aby turyści mogli pstryknąć sobie zdjęcie. Polecam zwracać uwagę na ten aspekt gdziekolwiek się wybieracie – szczególnie jeśli w grę wchodzi kontakt z dziką przyrodą. Wycieczkę zarezerwowaliśmy dzień wcześniej, w drodze do Kaiteriteri, choć teraz myślę, że skontaktowałbym się 1-2 dni wcześniej – tak na wszelki wypadek. Mieliśmy wiele szczęścia bo mieli akurat niskie obłożenie w przerwie pomiędzy dwoma sezonami urlopowymi.

Abel Tasman
Droga z Kaiteriteri do Marahau (gdzie mieściła się siedziba Abel Tasman Kayaks) może nie była zbyt długa, jednak należy wziąć poprawkę na ilość zakrętów. Dlatego wyruszcie nieco wcześniej niż sugerowałby to Google 😉

W dniu wycieczki wstaliśmy wypoczęci po naszym „resortowym”, jednodniowym pobycie w Kaiteriteri. Zadzwoniłem jedynie aby potwierdzić czy wycieczka się odbędzie (pogoda, liczba chętnych itp) i po otrzymaniu potwierdzenia ruszyliśmy w krótką ale pełną serpentyn trasę (polecam mieć pewien zapas czasu – jak na każdej drodze w NZ). Po dotarciu na miejsce dostaliśmy pierwszą dobrą wiadomość – nasza wycieczka składała się tylko z 3 kajaków – przewodnika, mojego i Pięknej oraz Sebastiana i jego współkajakarza – bardzo przyjaznego naukowca-biologa z USA. Tym samym zamiast w karawanie 12 kajaków, podróżowaliśmy w kameralnej grupie niczym znajomi na weekendowym wypadzie 🙂

Abel Tasman
W drodze na miejsce startu

Po krótkiej odprawie udaliśmy się do naszego zbiorowego środka transportu – w kierunku water taxi – motorówki wypakowanej kajakami. Zabierała pasażerów – w tym wycieczki piesze – i desantowała ich na różnych plażach parku Abel Tasman. Już w trakcie wyrzucania innych pasażerów mieliśmy przyjemność podziwiania pięknych widoków, czy przepływających w krystalicznie czystej wodzie płaszczek.

Abel Tasman

Po dotarciu do naszego punktu startowego i krótkim instruktarzu z zakresu obsługi kajaka, zaczęliśmy w końcu wiosłować. Byłem psychicznie przygotowany na intensywny, całodzienny wysiłek, jednak ku mojemu zaskoczeniu płynęło się całkiem… płynnie 🙂 Morze było bardzo spokojne i wręcz wyglądało momentami jakbyśmy sunęli po warstwie aksamitu – bez żadnego oporu. Jak się okazało był ku temu konkretny powód, który był chyba jednocześnie największym maoryskim cudem ze wszystkich, które nas spotkały.

Abel Tasman

Otóż nastąpił zbieg kilku okoliczności w tym samym dniu – bardzo korzystne warunki atmosferyczne, bardzo korzystne warunki na wodzie oraz wykwit drobnych organizmów które filtrują wodę spowodowały, że poruszaliśmy się po tafli morza Tasmana kompletnie pozbawionej fal, z krystalicznie czystą wodą. Kiedy napotykaliśmy innych przewodników, wspominali oni, ze często klienci skarżą się że wycieczka nie wygląda jak na zdjęciach. Okazuje się ze pogoda, w której my płynęliśmy była właśnie pogodą w której te zdjęcia się wykonuje! Jak to wyjaśnił nasz przewodnik stan ten trwa zazwyczaj 1-2 dni i ostatni raz takie warunki zdarzyły się…. 10 LAT TEMU (to jest akurat informacja od innego przewodnika, gdyż nasz miał „tylko” 7 lat stażu i sam nie pamiętał takich warunków). W innych terminach zazwyczaj albo woda nie jest tak krystaliczna, albo tak spokojna, a niebo albo praży żarem, albo doskwiera wiatrem. Oczywiście pogoda jest często bardzo dobra z umiarkowanymi falami itp – jednak takich dni jak ten jest jak się okazuje około 2 na 10 lat 🙂

Abel Tasman
Bezchmurne niebo, odpływ, biały piasek i krystaliczna, spokojna woda. Czego chcieć więcej w czasie tego typu wycieczki?

Po raz kolejny „w tych oto pięknych okolicznościach przyrody” przyszło nam integrować się z naturą. Odpłynęliśmy wyspę fok, jednak z powodu zauważenia kilka dni wcześniej młodych osobników, nie mogliśmy podpływać zbyt blisko. Zauważyliśmy jednak kilka foczek (Sebastian widział nawet pingwina).

Abel Tasman
Aby dopłynąć do wyspy fok trzeba jednak trochę powiosłować 😉

Choć mieliśmy nadzieje na nieco więcej kontaktu ze zwierzakami, to nie mogliśmy narzekać. Po opłynięciu wyspy dobiliśmy do jednej z plaż, która mieliśmy praktycznie dla siebie (dopiero po jakimś czasie przybiło dodatkowych kilka kajaków). Nasz przewodnik wyłożył na kocu bardzo smaczny lunch i przekąski, a my mieliśmy okazje pospacerować i popływać nieco po okolicy.

Abel Tasman
Pyszny, wegański piknik w pełni trafił we wszystkie gusta i preferencje dietetyczne załogi
Abel Tasman
Zatoka do której zawinęliśmy była malownicza i… obszerna

Nawet tutaj mieliśmy przyjemność obserwować dziką naturę w postaci gniazdujących w plażowych gniazdach ptaków. Jeśli nie będziecie mieli tak ogarniętego przewodnika jak nasz, który udzieli wam wskazówek – nie zbliżajcie się zbytnio do takich zjawisk. Widzieliśmy niestety członków innej wycieczki, które wręcz weszłyby z buciorami do gniazda mimo desperackich prób odstraszenia nieproszonych gości przez przerażonych ptasich rodziców.

Abel Tasman
Widok na zatokę i nasz środek transportu

Spacerując po okolicznych zatoczkach, doszliśmy też do małego obozowiska (głównie w poszukiwaniu toalety 😉 ). Z takich właśnie obozowisk, rozrzuconych po całym parku, można skorzystać jeśli zdecydujecie się na wędrówki piesze (dziki kamping jest w parku zabroniony).

Nasz piknik trwał kilka godzin i chyba nawet naszemu przewodnikowi nie chciało zbierać się w dalszą trasę. W międzyczasie Piękna załapała chyba lekki udar słoneczny (na szczęście przewodnik był w stanie wspomóc ją lekami przeciwbólowymi i mieliśmy zapas wody). To tylko przypomina: krem, nakrycie głowy i woda powinny być wyposażeniem obowiązkowym wszystkich wycieczek całodniowych w NZ.

Abel Tasman
Momentami potrzebne było trochę techniki i koordynacji aby przepłynąć po wąskich i płytkich częściach trasy 😉

Płynąc w kierunku portu, z którego miało odebrać nas water taxi mijaliśmy piękne zatoczki, które wyglądały jakby w ich głębi kryły się skrzynie ze skarbami a u brzegu zaraz miał zacumować piracki statek. Cały czas sunęliśmy po zdumiewająco przezroczystej wodzie na dnie której widzieliśmy kamienie porośnięte (ponoć bardzo smacznymi) małżami. W innym miejscu mijaliśmy nieduże domki, które należą do najlepiej zlokalizowanych nieruchomości (pod względem widoków ;)) jakie widziałem. Ziemie te zostały dawno temu przekazane za bezcen (kiedy status parku Abel Tasman był formalizowany przez państwo). Wymogiem była całkowita samowystarczalność – od transportu po oczyszczanie ścieków i prąd – gdyż władze nie chciały ingerować w park, ciągnąc przez niego instalacje mediów itp. Kiedyś najtańsze, odludne kawałki ziemi zmieniły się teraz w jedne z najdroższych działek w Nowej Zelandii.

Niestety dowiedzieliśmy się też kilku przykrych ciekawostek – jak chociażby o toczącej się chorobie sosen w parku. Brzmi może śmiesznie, jednak olbrzymie połacie rezerwatu czerwienieją z powodu wymierania tych drzew a walka z tym zjawiskiem jest szalenie droga – jeśli dobrze pamiętam każde drzewo ratuje się z osobna (!) a koszt konserwacji i leczenia jednego drzewa to $10 000 (!!!).

Abel Tasman
Nasz ostatni przystanek na trasie kajakowej

Abel Tasman

W końcu zobaczyliśmy nasz port końcowy, z którego po krótkim postoju miało nas odebrać water taxi. Pod koniec trasy zmęczenie zaczęło nieco dawać się we znaki, choć było zdecydowanie mniejsze niż się spodziewałem (i na co było mi to wiosłowanie na siłowni? ;P ). Myślę jednak, ze gdyby tylko dać nam możliwość to moglibyśmy tak wiosłować do oporu. Przez krystalicznie czystą wodę, widać było wyraźnie cień naszych kajaków odbijający się w morskim dnie, które przez to wydawały się sunąć zawieszone w powietrzu przez spokojną taflę wody – w ciszy i spokoju w akompaniamencie plusku wioseł. Myślę że obrazek tego wspomnienia pozostanie z nami do końca życia.

p1020507

Po odebraniu nas przez water taxi zostaliśmy przetransportowani do portu gdzie następnie naszą motorówkę, prosto z wody, podebrał traktor – i tak to jechaliśmy sobie w motorówce – główna drogą – do naszego parkingu.

Abel Tasman
Widok traktora holującego łódkę przez pół zatoki aż na drogę był całkiem zabawny. Pierwszy raz „jechałem” łodzią

W trakcie tej przejażdżki zarekomendowano nam udanie się na posiłek do lokalnej burgerowni. Tym samym chciałbym te rekomendacje przekazać innym – jeśli zamierzacie kajakować w Abel Tasman, po wszystkim udajcie się na hamburgera do The Fat Tui (rekomendacja dotyczy również roślinożerców ;)).

Abel Tasman - wyżerka
Po kajakach polecamy budkę z burgerami The Fat Tui – również dla wegan 😉

Po absolutnie obłędnej wyżerce nie pozostało nam nic innego jak tylko pożegnać się z kolejnym przepięknym miejscem na tej planecie i udać się w kierunku następnego. Na następny dzień mieliśmy zaplanowaną przeprawę przez Arthur Pass – jedną z najbardziej malowniczych, scenicznych tras świata. Z kajaków wracaliśmy względnie późno – około godziny 17:00 – więc postanowiliśmy po prostu dojechać najdalej jak się da w tamtym kierunku. Ostatecznie zatrzymaliśmy się w Murchison Motorhome Park nad rzeką Buller. Prowadziła Piękna – gdyż tego dnia dowiedziała się w końcu co oznaczają cyfry przy znakach ostrzegawczych na mocnych zakrętach (to nie stopnie – to km/h 😉 ). Jadąc „na skróty wg GPS” pobłądziliśmy nieco po okolicznych wioskach i małych dróżkach, ale czas dojazdu jednak minął nam dosyć szybko.

dav

Na portierni poznałem się z wnukiem właścicielki, która już po chwili oprowadzała nas po okolicy. Z tamtego wieczoru zapamiętaliśmy, że w okolicy roiło się od trzmieli – w bardzo pozytywnym znaczeniu. Najpierw zeszliśmy do niewielkiej, kamienistej doliny w której płynęła lazurowa rzeka Buller.

abeltasman4

Posiedzieliśmy chwilę omawiając tematy wszelkie, wrzucając beztrosko kamienie do wody czy desperacko próbując rzucać „żabki” – jeden z kolejnych momentów tego wyjazdu, w którym kompletnie byliśmy odcięci od codzienności czy problemów „na starym kontynencie”. Po chwili wróciliśmy do naszego kamperka i po krótkiej kolacji i co wieczornej rutynie, rozsiedliśmy się wygodnie w krzesełkach, otworzyliśmy tradycyjne już małe piwko i otoczeni zielenią, w towarzystwie bzyczących wszędzie trzmieli latających po rosnących dookoła kwiatach podziwialiśmy zachód słońca i kontynuowaliśmy nasze codzienne debaty 🙂

Nowa Zelandia
Dzisiejszy widok z salonu…

Ostatnia porada – drony na Abel Tasman

Przed każdą aktywnością w NZ zastanawiałem się zawsze nad tym samym – czy warto brać drona. Lubię latać świadomie, więc czasem wolę być „uziemiony” niż ryzykować niepotrzebnym incydentem.

Jadąc na Abel Tasman drona zostawiłem w kamperze z kilku powodów:

  • Nad parkami narodowymi NZ (w większości) nie można latać dronami
  • Obawiałem się reakcji przewodnika na próbę ulotnienia drona
  • obawiałem się zakłócania spokoju dzikiej natury
  • Obawiałem się zalania drona w kajaku

Generalnie przewodnik przyznał mi rację, jednak powiedział, że mogłem zabrać. Wodoodporne worki można zawsze znaleźć, nad parkiem faktycznie – nie wypadałoby latać, ale w odpowiednich miejscach mógłbym wystartować z kajaka (Mavic Pro świetnie się do tego nadaje) albo po prostu wylecieć prosto nad wodę, która jak to z uśmiechem ujął przeowdnik „nie należy już do parku narodowego, więc można latać” 🙂 A jestem pewien że widoki z powietrza byłyby porażająco piękne.

Tak więc jeśli podróżujecie z małym dronem – zabierzcie go choćby na wszelki wypadek.


Podsumowanie – Dzień 8

Trasa

Kaiteriteri – Abel Tasman Kayaks (8 km)
Abel Tasman Kayaks – Murchison Motorhome Park (135 km)

Nocleg

Następnego dnia chcieliśmy być jak najbliżej Arthur Pass. W naszym wypadku dojechaliśmy do Murchison Motorhome Park (który bardzo polecamy – czysty, zadbany, w ładnej, spokojnej okolicy). Jeśli chcecie pojechać nieco dalej (lub krócej) to również powinniście być w stanie znaleźć alternatywne noclegi.

Atrakcje

  • Abel Tasman Kayaks – wycieczka Marine Reserve lub wiele innych – połączonych z hikingiem, kajakami itp.

Ceny (w NZD)

  • Wycieczka kajakowa Marine Reserve – $225 / osobę
  • Hamburgery w Fat Tui – ok $13 / osobę
  • Murchison Motorhome Park – $18 / osobę

Zarezerwuj z wyprzedzeniem

  • Noclegów nie trzeba było rezerwować z wyprzedzeniem jednak warto podzwonić sobie tego samego dnia po kilku różnych kempingach aby mieć orientację gdzie są miejsca i gdzie będzie się wam chciało dojechać
  • W sprawie kajaków warto zadzwonić ok. 2-3 dni wcześniej. My rezerwowaliśmy „na pniu” dzień wcześniej i nie mieliśmy żadnych problemów, jednak w przypadku tej atrakcji warto być w stałym kontakcie z organizatorami z nieco większym wyprzedzeniem.

Wskazówki

  • Zapytajcie przewodnika czy warto zabrać drona – jeśli będzie możliwość polatania to wam o tym powie 😉
  • Warto mieć ze sobą „suchy worek” na niektóre rzeczy. Przewodnicy rozdają szczelne pudełka jednak poza telefonem i drobnostkami typu klucze lub kompaktowy aparat fotograficzny raczej niewiele się w nich mieści
  • Pudełka, które rozdają przewodnicy można zamontować przed sobą na kajaku. Do pozostałych rzeczy (np umieszczonych pod nogami) dostęp jest utrudniony lub niemożliwy w czasie kajakowania
  • Nakrycie głowy, krem i zapas wody TO OBOWIĄZEK
  • Wiosłowanie w gorszą pogodę może być wymagające – dobierzcie atrakcje do swoich możliwości. Z drugiej strony sam martwiłem się o kondycję i zastanawiałem się nad wycieczką pół-dniową. Teraz cieszę się, że zdecydowaliśmy się na wycieczkę całodniową bo wysiłek w dobrą pogodę okazał się w normie 😉

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s

Wspierane przez WordPress.com. Autor motywu: Anders Noren.

Up ↑

%d blogerów lubi to: