Nowa Zelandia – Dzień 3 – Hobbiton i Tauranga

Czas na powrót do wspomnień z Nowej Zelandii – póki wspomnienia nadal są świeże 😉 Mam wrażenie, że w pierwszym tygodniu jet-lag działał na naszą korzyść – chodziliśmy spać pozytywnie zmęczeni i wstawaliśmy wypoczęci bardzo wcześnie rano. Trudno z resztą nie budzić się wcześnie rano, jeśli każdego dnia czekało nas coś innego. Tym razem atrakcją dnia były odwiedziny w Hobbitonie oraz wypoczynek nad oceanem.

Kliknij tutaj aby pominąć opis i przejść do krótkiego podsumowania dnia i wskazówek

Zanim to jednak nastąpiło, musieliśmy ogarnąć parę podstaw jak śniadanie, toaleta, czy uprzątnięcie kampera (przynajmniej w opinii mojej i Sebastiana 😉 ) i w niektórych przypadkach – zdanie porannego raportu 😉 Pierwsze dni w kamperze to organizacyjny i porządkowy koszmar (wszystko wala się wszędzie). Nocowanie z kolei zgodziło się ze mną od samego początku i bardzo przypadło mi do gustu jako forma noclegu. Kamper był dla mnie wygodniejszy od namiotu i dający więcej swobody od hotelowego pokoju. Sebastiana zazwyczaj budził lekki powiew grzyba, którego odkryliśmy pod jednym z obić sufitu, ale to już osobna historia 😉 Dla Pięknej (i nie tylko dla niej) jedną z większych zalet był fakt, że nasza szafa była zawsze z nami. Ja żywiłem podobny sentyment względem kamperowej lodóweczki, która dawała schronienie strategicznym zapasom zimnego piwa.
bdrZajadając śniadanie niepokoiliśmy się nieco o prognozy pogody, które zapowiadały deszcze i intensywne burze. Z tego powodu zaczęliśmy opracowywać plany awaryjne. Dzięki temu, że na przygotowaniach spędziliśmy rok, znaliśmy swoje otoczenie i okoliczne atrakcje doskonale, więc byliśmy przygotowani na każdą ewentualność.
Trochę nam było żal, że Hobbiton możemy zastać w deszczu, ale trzeba być na to gotowym – nawet jeśli do NZ lecicie w samym środku lata. Ostatecznie postanowiliśmy mimo wszystko pojechać w kierunku Hobbitonu (na zmianę rezerwacji mieliśmy bardzo mało czasu) i decydować spontanicznie, czy w razie niepogody przemieszczamy się dalej i do Hobbitonu wrócimy w drodze powrotnej z Taurangi, czy też zobaczymy jak Hobbiton wygląda w deszczu.

Swoją drogą – kto nie wie co to Hobbiton, tego odsyłam do bardziej ambitnych lektur niż mój blog – pan Tolkien opisał Shire o wiele lepiej niż ja kiedykolwiek będę potrafił 😉

Jeśli zdarzy wam się podobna sytuacja, w której nie będziecie pewni czy jechać w dano miejsce z powodu pogody – nie obawiajcie się zadzwonić do recepcji, np takiego Hobbitonu i zapytać ich o poradę – jak najlepiej to rozegrać, czy można przełożyć rezerwację itp. Powinniście raczej spotkać się z chęcią pomocy, a nie przypomnieniem na co pozwala regulamin, a na co nie.

Tak więc spakowaliśmy nasz domek na kółkach i zebraliśmy się do drogi (na tym etapie jeszcze pamiętaliśmy aby zatrzasnąć wszystkie szafki, lodówkę i boczne drzwi – taki żart wewnętrzny 😉 ). Tym razem swoich sił za kierownicą postanowiła spróbować Piękna. Krótka próba poszła całkiem nieźle (Piękna nie prowadziła samochodu w UK lub po lewej stronie kiedykolwiek) jednak po wyjechaniu z Cambridge stwierdziła, że na ten moment jeszcze odda stery.

Trasa do Hobbitonu
Sama trasa do Hobbitonu (i innych miejsc w NZ) jest atrakcją samą w sobie

Nie muszę chyba dodawać, że do miejsc takich jak Hobbiton prowadzą trasy otoczone niesamowicie malowniczym i sielankowym krajobrazem. Jako że mieliśmy nieco czasu, zatrzymaliśmy się na chwilę przy jednej z przydrożnych farm, nacieszyliśmy oczy okolicą, polatałem nieco dronem, Piękna dokarmiła pasące się leniwie krówki (króóóóóówwwwkiiii 😉 ) i udaliśmy się w kierunku parkingu pod Hobbitonem. Niebo przykrywało się powoli coraz ciemniejszymi i gęstszymi chmurami, co nie wróżyło zbyt dobrze naszej wycieczce. Jeszcze będąc na parkingu wracaliśmy szybko do kampera po kurtki, bo zaskoczyło nas urwanie chmury. Sebastian zaczynał się nieco niepokoić, ale na odwołanie wycieczki było już za późno – tym bardziej, że bilety zakupiliśmy z wyprzedzeniem. Tak więc po szybkich odwiedzinach w… sklepie z pamiątkami (muszę przyznać, że był to jeden z ciekawszych takich sklepów 😉 ), czekaliśmy na nasz autobus, który miał nas zabrać na plan filmowy Hobbitonu – jakakolwiek by nie była pogoda.

Hobbiton – jak to organizacyjnie wszystko wygląda

HobbitonZwiedzanie planu filmowego zaczynamy na parkingu przy restauracji Shire’s Rest gdzie czekamy w kolejce na autobus. Na parking można dostać się własnym samochodem (miejsca jest bardzo dużo), lub zabrać się autobusem z Matamata. Na parkingu było dość dużo miejsca, nawet na duże kampery, więc raczej polecałbym ten wariant.

Bilety zarezerwowaliśmy wcześniej, ale mam wrażenie, że nawet bez tego znaleźlibyśmy miejsce. Jednak jeśli tak jak nam – zależy wam na konkretnej godzinie – warto sobie zapewnić miejsce z wyprzedzeniem. My wybraliśmy jedną z pierwszych wycieczek, aby resztę dnia spędzić już nad Oceanem Spokojnym w Taurandze.
Jeśli zarezerwujecie bilety na konkretną godzinę – pamiętajcie aby pojawić się na miejscu przynajmniej 20-30 minut wcześniej aby spokojnie wymienić vouchery na bilety, przepakować się w razie potrzeby, odwiedzić toalety itp. Jeśli się spóźnicie na zbiórkę na parkingu – wasz autobus odjedzie na plan bez was.

Na terenie kompleksu poza parkingiem jest wspomniana restauracja Shire’s Rest (nie testowaliśmy) i – oczywiście – wspomniany sklep z pamiątkami. Poza typowymi gadżetami z logo Władcy Pierścieni, można tam znaleźć ciekawe książki o powstawaniu filmu, ciekawie zrobione mapy, czy nawet kompletne ubiory. Te ostatnie potrafiły kosztować po kilkaset dolarów (czapka Gandalfa – $300).

H3Na określoną godzinę ustawiliśmy się w punkcie zbiórki i zabrał nas autobus. Na sam plan filmowy nie da się dostać inaczej niż dedykowanym autobusem – droga prowadząca na miejsce jest prywatna. W trakcie tej kilkuminutowej trasy możemy podziwiać bajeczny, pagórkowaty krajobraz tej części Nowej Zelandii i pooglądać krótki film na temat powstawania planu filmowego i wioski Hobbiton. Dowiadujemy się z niego wielu ciekawostek, jak choćby, że plan filmowy został stworzony na terenie olbrzymiej farmy należącej do jednej rodziny (obecnie milionerów 😉 ), zaś sam teren został wypatrzony przez Petera Jacksona, kiedy oblatywali helikopterem Nową Zelandię w poszukiwaniu idealnego miejsca. Filmik w ciekawy sposób zapełnia czas dojazdu na miejsce a przy okazji pozwala zobaczyć zaskakujące niekiedy rozwiązania, czy dowiedzieć się zakulisowych ciekawostek o historii jego powstawania.

Pomimo tego, że po szybach autokaru spływały krople jeszcze niedawno padającego deszczu, już wkrótce mieliśmy się przekonać, że maoryscy bogowie nam sprzyjali. Już dojeżdżając na plan filmowy zauważyliśmy, że ciemne, ciężkie chmury zaczynają się rozchodzić, a zza nich wygląda słońce na tle pięknego błękitu.

H2

Hobbiton zwiedzamy z grupą i przewodnikiem. Przy wejściu na plan filmowy można zabrać duży parasol – co jest bardzo dobrym pomysłem. Jeśli pada – jest wygodniejszy od kurtki (parasole są na prawdę duże). Z kolei jeśli nagle zaczyna prażyć słońce – na pagórkach Hobbitonu nie ma zbytnio gdzie się przed nim schować. Dlatego parasol zdecydowanie polecamy 😉

HobbitonHobbiton przeszedł nasze oczekiwania. Przemieszczając się przez labirynt małych ogródków, sadów, dróżek wyglądających jakby zostały dopiero co wydeptane w trawie, wśród rozwieszonego prania – mamy wrażenie, że jesteśmy w żywej, idyllicznej osadzie.
Zwiedzając nie można przemieszczać się swobodnie a jedynie z przewodnikiem. Ma to swoje 2 podstawowe zalety: ilość ciekawostek, które przewodnik opowiada jest warta słuchania, oraz fakt, że dzięki temu ludzie nie chodzą gdzie popadnie a na inne grupy wpada się raczej sporadycznie lub widzi się je w oddali.

Jedynym mankamentem jest fakt, że w niektórych miejscach może zrobić się tłoczno. Każdemu zależy na ciekawym zdjęciu, więc momentami trzeba było zaczekać aż nieco przerzedzi się tłum, następnie zrobić szybko kilka zdjęć i podbiec lekko aby dogonić grupę idącą już do następnego punktu. Nie doskwierało mi to w zwiedzaniu, jednak brak czasu na ustawienia parametrów aparatu manualnie w tak pięknym miejscu nieco mnie bolał.

H5

Hobbiton zwiedza się kompleksowo – wchodzimy w większość zakątków i możemy zobaczyć większość miejsc kojarzonych z filmu. Kiedy później oglądaliśmy film zauważyliśmy, że Hobbiton na żywo był, ku naszemu zaskoczeniu, bardziej bajkowy niż ten poprawiany przy pomocy efektów komputerowych. Jest tak między innymi dlatego, że pierwszy plan został rozebrany i zastąpiony bardziej trwałym i bogatszym w detale, kiedy zaczął zdobywać popularność jako atrakcja turystyczna. Do większości domków nie da się niestety wejść. W tych, w których jest to możliwe i tak nic nie ma – są to w końcu tylko rekwizyty do kręcenia ujęć wioski.

W każdym miejscu trafiamy na drobiazgi, które sprawiają wrażenie że całe miejsce żyje – wywieszone pranie, świeżo wypieczone, sztuczne babeczki, świeżo zebrane warzywa (z których większość NIE jest rekwizytami), czy leżąca na pomoście wędka i kilka ryb. Na dodatek sam plan filmowy jest oddalony od… wszystkiego i otoczony pagórkami, co pozwala odciąć się całkowicie od rzeczywistości i zatopić się na chwilę w tym baśniowym świecie.

Hobbiton
Hobbiton – Green Dragon

Na sam koniec zwiedzania wchodzimy do karczmy Green Dragon, gdzie w cenie biletu możemy skosztować jednego z lokalnie wyrabianych piw lub cydrów. Biorąc pod uwagę, że spacer zaczynaliśmy w pochmurnej pogodzie, a kończyliśmy go w upale (bez parasoli 😉 ) to piwo lub cydr było dokładnie tym czego nam trzeba.
IMG_1960 (2)W czasie tej krótkiej przerwy ułożyliśmy się wygodnie w ogródku pod karczmą z widokiem na mały staw i leniwie toczący się młyn wodny. W tym czasie pogoda rozpieszczała nas już pełnym słońcem i charakterystycznymi, kłębiastymi chmurami. Jeśli ten widok nie był definicją idylli to nie wiem co jest. Mieliśmy przez chwilę ochotę rzucić wszystko i dołączyć do pracowników plewiących pobliskie, hobbitowe ogródki – jest to chyba jedna z najmniej stresujących prac świata, w jednym z najlepszych „biur” 😉

Hobbiton
Nie rozumiem, dlaczego Frodo nie zabrał się do Góry Przeznaczenia autobusem – przecież podjeżdżają tak blisko wioski, a do Tongariro wcale nie było tak daleko 😉 Przy okazji – po plecaku widać na jaką pogodę byliśmy przygotowani.

Na samym końcu trasy czekał już nasz autokar. Chyba tylko nasz przewodnik był szczęśliwy na jego widok, gdyż dla niego ten dzień był początkiem weekendu po bardzo aktywnych tygodniach nowozelandzkich wakacji 😉 Na żartobliwe pytanie czy nie poszedłby z nami jeszcze raz zareagował tak wystraszoną i zmęczoną miną, że nie miałem sumienia dalej żartować z człowieka pracy 😉 Tak więc zebraliśmy się w kierunku parkingu.
Tak sielankowo mógłby wyglądać każdy poranek.

Tym sposobem doświadczyliśmy pierwszego Cudu Maoryskich Bogów – czaru, który towarzyszył nam praktycznie przez całą wyprawę. Dzięki temu każda atrakcja czy miejsce, które odwiedzaliśmy rozpieszczała nas czymś bardzo osobliwym (pogodą, zwierzętami, warunkami). Będę o tych Cudach wspominał pewnie niejednokrotnie.

Tauranga oraz Mount Manganui

Po powrocie do kampera daliśmy sobie chwilę na dojście do siebie, zachwyty i przepakowanie kabiny na dalszą trasę do Taurangi, a konkretnie na półwysep w okolicy Mount Manganui. Mieliśmy do przejechania jedynie 65 kilometrów – ale nawet tak krótki dystans w NZ dostarcza wielu pięknych widoków. Wyjeżdżając z okolicy Hobbitonu udaliśmy się serpentynami do pięknego punktu widokowego. Swoją drogą – zatrzymywanie się przy punktach widokowych stanowiło chyba połowę naszego czasu dojazdu na każdym odcinku trasy – ale zdecydowanie są tego warte 😉

IMG_1973 (2)
Panorama na dolinę – gdzieś w jej głębi znajduje się Hobbiton

Na postoju znowu ulotniłem drona i mogliśmy podziwiać nie tylko piękną panoramę w dolinie, ale również stada zaganianych owiec na wzgórzu nad nami i nieogarniętą przestrzeń przed w dolinie. Musiałem lądować w miarę szybko, gdyż zaczynały doganiać nas chmury deszczowe, które dosłownie chwilę później uraczyły nas porządną, nowozelandzką ulewą.

Po drodze zatrzymaliśmy się już tylko na stacji benzynowej po szybką kanapkę oraz w poszukiwaniu kabelków do ładowarek i adapterów (które jak później się okazało, były nam zupełnie niepotrzebne, ale to osobna historia). Od tego momentu jechaliśmy już bezpośrednio do Taurangi, gdyż chcieliśmy jeszcze wskoczyć do oceanu i wejść na Mount Manganui.

Płatne drogi w Nowej Zelandii

Jadąc do Taurangi upewnijcie się, że wykupiliście odpowiednie pozwolenie na poruszanie się tamtejszą drogą. My nie mieliśmy o tym zielonego pojęcia. Przed wyjazdem zapoznajcie się z Toll Roads (płatnymi drogami) na stronie NZ Transport Agency. My po powrocie otrzymaliśmy dwa „mandaty” – jeden za drogę, którą wjechaliśmy do Taurangi i drugi za drogę wyjazdową w kierunku Rotorua, z których skorzystaliśmy bez uiszczenia opłaty. Kwoty mandatów były małe (rzędu 6-7 dolarów za każdy), jednak płatności dokonuje firma wynajmująca kampera – a ta zapewne doliczy sobie opłatę operacyjną. W naszym przypadku było to $20 od każdej płatności z osobna, a w niektórych firmach opłaty te mogą być znacznie wyższe.

Mount Manganui
Noclegu zlokalizowanego bliżej Góry Manganui znaleźć chyba nie można 🙂

Na nocleg wybraliśmy Mount Maunganui Beachside Holiday Park położony dosłownie pomiędzy samą górą Manganui a oceanem spokojnym. Bardzo polecamy to miejsce! Pomimo tego, że był bardzo gęsto zapełniony innymi kamperami, to zarówno zaplecze (czyste, duże łaźnie, kuchnie itp.) jak i lokalizacja kompensowały ten nieco większy ścisk. Od recepcjonistki otrzymaliśmy na dodatek świetne miejsce, nieco na uboczu – zaraz pod samą ścianą góry, z widokiem na ocean – czego chcieć więcej?

Ruszyliśmy od razu truchtem w kierunku plaży – mimo wiatru i stosunkowo chłodnej wody nie mogliśmy sobie odpuścić tej przyjemności 😉 Później mieliśmy jeszcze sporo czasu na krótkie plażowanie, zdjęcia, spacery po okolicy i jej zakątkach, no i oczywiście na latanie dronem. Tym ostatnim nie nacieszyłem się zbyt bardzo na plaży, gdyż uziemiły go… mewy. Latały tak blisko ewidentnie próbując go atakować, że w obawie o sprzęt, ptaki i ludzi na ziemi musiałem wylądować. Na szczęście mogłem to nieco nadrobić na samej górze Manganui – lecz na nią trzeba było najpierw wejść.

Tauranga
Spacery po okolicy pozwoliły nieco odpocząć i poczuć się jak na prawdziwych wakacjach
Tauranga
Plaże w okolicy Mount Manganui
Tauranga
Panorama na Mount Manganui, kemping i Ocean Spokojny

To jak się okazało – nie było tak proste zadanie na jakie wyglądało (zwłaszcza dla Pięknej 😉 ). Sam przyznam, że kiedy przypomnę sobie licznych ludzi, którzy na tę górę przychodzili po prostu pobiegać, to robi mi się gorąco. Sebastian wystrzelił swoim tempem nieco przed nas, i tym sposobem spotkaliśmy się dopiero przy szczycie. Zarówno trasa jak i widoki są zdecydowanie warte wędrówki. Tym bardziej, że możemy zejść inną trasą niż wchodziliśmy. Jeśli ktoś jednak odczuwa jeszcze zmęczenie po intensywnej podróży i na co dzień nie jest przyzwyczajony do intensywnych spacerów – to Piękna zapewne zarekomendowała by spacer po plaży 😉

Lubię czytać wszystko co widzę dookoła – szyldy, menu, oferty, instrukcje przeciw pożarowe – dosłownie wszystko. Czasem się opłaca 😉 Otóż w Nowej Zelandii oprócz instrukcji przeciwpożarowej często mogłem spotkać (jak w Taurandze) instrukcje ewakuacji na wypadek tsunami, w innych regionach dodatkowo na wypadek erupcji wulkanu czy trzęsień ziemi. Czasem warto się z nimi zapoznać, choćby z samej ciekawości 😉

Tak nam minął kolejny dzień tej wspaniałej przygody.

Tauranga
Widok z Mount Manganui był wart spaceru. Usiedliśmy w tym miejscu i wysłuchaliśmy w ciszy fragmentu książki Carla Sagana „Pale Blue Dot” – nadaje człowiekowi perspektywy jak mali jesteśmy na tym świecie. BARDZO polecamy.
Tauranga
Panorama z Mount Manganui
Tauranga
Panorama z Mount Manganui


Podsumowanie – dzień 3

mapa-3

Trasa

Cambridge – Hobbiton Movie Set (36 km)
Hobbiton Movie Set – Tauranga (60 km)

Nocleg

Mount Maunganui Beachside Holiday Park – dobrze wyposażony, świetna lokalizacja, chociaż w sezonie może być nieco tłoczny (z powodu dogodnej lokalizacji właśnie). My rezerwowaliśmy nocleg tego samego dnia i nie mieliśmy problemu ze znalezieniem miejsca – tym bardziej, że w okolicach Taurangi znajdziecie wiele innych miejsc noclegowych (w tym przy samej plaży) bez większego kłopotu.

Atrakcje

Główna atrakcja to oczywiście Hobbiton. Zarezerwujcie na niego jakieś 1,5 – 2 godziny (najdłużej trwa zbieranie całej grupy na parkingu po opuszczeniu Green Dragona 😉 ).

W Tauranga oczywistym punktem jest Mount Manganui. Jeśli nie macie siły po podróży – spacery po plaży wzdłuż Ocean Spokojnego pozwolą wam odzyskać nieco energii.

Ceny (w NZD)

  • Hobbiton – bilet wstępu: $79
  • Pamiątkowa mapa Nowej Zelandii z Hobbiton Gift Shopu – $35
  • Kanapka w Subway – ok $7
  • Paliwo „do pełna” – $55
  • Nocleg – miejsce postojowe z podłączeniem do prądu – $65 ($21,60 / os)

Zarezerwuj z wyprzedzeniem

Nie trzeba rezerwować atrakcji z wyprzedzeniem – bilety do Hobbitonu powinny być dostępne w danym dniu, jednak możecie musieć poczekać chwilę na wycieczkę z odpowiednią liczbą wolnych miejsc. Jeśli macie sztywne plany, to możecie zarezerwować bilet wcześniej i mieć pewność kiedy skończycie zwiedzanie. Ograniczy to jednak waszą elastyczność w przypadku niepogody.

Wskazówki

  • Zabierz parasol przy wejściu do Hobbitonu (po wyjściu z autokaru) – jeśli nie uchroni Cię przed deszczem to zabezpieczy przed palącym, letnim słońcem
  • Jeśli macie 2 opcje do wyboru – lepiej pojechać na parking pod Hobbitonem własnym samochodem, niż transportem z Matamata
  • Jeśli jesteście fanem Tolkiena (lub bardziej interpretacji Petera Jacksona) – przygotujcie się na oczopląs oraz bardzo ciekawe (i często kosztowne 😉 ) pamiątki
  • Jadąc do Taurangi upewnijcie się, że opłaciliście przejazd za drogę – patrz: ramka „Płatne drogi w Nowej Zelandii”

Tau5

Jedna myśl na temat “Nowa Zelandia – Dzień 3 – Hobbiton i Tauranga

Dodaj własny

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s

Wspierane przez WordPress.com. Autor motywu: Anders Noren.

Up ↑

%d blogerów lubi to: