Nowa Zelandia – Dzień 1 – Auckland

Nawet pisząc o tym teraz – równo 2 miesiące po wyjeździe – nadal uśmiech nasuwa się na twarz kiedy myślę o lądowaniu w Auckland. Nie wiem co najbardziej mnie cieszyło – fakt stąpania po tak odległej krainie, zwiedzanie Auckland, ilość niespodzianek które czekały nas każdego dnia, koniec lotu czy perspektywa wzięcia prysznica. Na pewno pamiętam, że wszyscy byliśmy przeszczęśliwi i tacy ruszyliśmy do odprawy.

Kliknij tutaj aby pominąć opis i przejść do krótkiego podsumowania dnia, wskazówek i krótkiego filmu

Lotnisko Auckland
Już od samego początku przywitały nas odniesienia do Władcy Pierścieni (dla niewtajemniczonych – większość scen do filmów było kręconych właśnie w NZ – stolicy Petera Jacksona)

Kolejki do okienek na lotnisku w Auckland wyglądały na dosyć spore, jednak ich rozładowywanie przebiegało raczej sprawnie, pomimo tylko kilku aktywnych pracowników. Po przejściu przez odprawę paszportową i otrzymaniu upragnionej pieczątki, pozostała tylko ostatnia niewiadoma – czy dotarł bagaż. Kiedy na taśmie zobaczyłem nasze torby – w tym mój plecak – byłem już spokojny i formalnie rozpocząłem urlop. Kupiliśmy jeszcze szybko starter sieci Spark (nielimitowane rozmowy w NZ oraz 8 GB danych, o ile tylko jest zasięg 😉 ). W strefie wolnocłowej ten sam starter był kilkanaście dolarów tańszy, co już dało nam pierwsze oszczędności, które mogliśmy przeznaczyć na skrzynkę lokalnego piwa. Musieliśmy jeszcze tylko przejść przez bio-security check, czyli przeszukanie bagażu pod kątem bezpieczeństwa środowiska. Musieliśmy zgłosić jaki sprzęt posiadamy (buty, kijki), wyciągnąć i przekazać buty do szybkiego sprawdzenia, odpowiedzieć na parę pytań i zasadniczo bez większych problemów mogliśmy opuścić teren lotniska i powitać Nową Zelandię. Ta odpowiedziała nam powiewem wilgotnego powietrza – po roku poświęceń, oczekiwania i intensywnego planowania wreszcie zaczyna się nasza wyprawa!

Już na samym początku w ruch poszedł telefon organizatora (mój 😉 ) i załatwiliśmy sobie wczesny check-in w naszym lokum, zaś po drodze do toalety znaleźliśmy transport w rozsądnej cenie. Postanowiliśmy już dużo wcześniej, że nie chcemy odbierać kampera zmęczeni pierwszego dnia, a raczej lepiej będzie go spędzić w miarę komfortowych warunkach w dobrej lokacji w centrum Auckland i zwalczać jetlaga spacerami po okolicy. Była to bardzo dobra decyzja. Nie wyobrażam sobie prowadzenia samochodu tego dnia. O ile pod wpływem emocji na początku nie czuliśmy zmęczenia, to już popołudniem zaczęło ono dawać pierwsze oznaki. W końcu organizm musi przestawić się o dosłowne 180 stopni – w naszych głowach była mniej więcej 19:00 czasu polskiego,  podczas gdy w Auckland była 7:00 rano.

Po kilku zdjęciach na lotnisku wsiedliśmy do busa i pojechaliśmy w kierunku naszego apartamentu. Co do busa – załatwcie sobie jakiś transport z wyprzedzeniem. My skorzystaliśmy z Super Shuttle. Od początku mieliśmy szczęście, bo akurat mieli trzy ostatnie wolne miejsca w busie więc mogliśmy odjeżdżać od razu, pomimo braku rezerwacji. Bus, pomimo zabierania wielu pasażerów, podjeżdża pod same hotele.
Zatrzymaliśmy się w Waldorf Celestial Apartments. Waldorf posiada wiele apartamentowców w centrum Auckland (trudno ich nie zauważyć – w naszej okolicy naliczyliśmy chyba 5 kompleksów).

Sam budynek miał dosyć surowy wystrój wnętrz, ale mieszkanie (w mojej opinii) było niczego sobie. Mieliśmy do dyspozycji taras z nieco przesłoniętym widokiem na zatokę, bardzo obszerny salon i dwie sypialnie. Piękną irytowały nieodmalowane, opalcowane ściany i parę innych drobiazgów, ale jako nocleg na jeden dzień po tak długiej podróży samolotami był jak znalazł. Na razie jednak nie można sobie było pozwolić na odpoczynek, bo dopiero mijała 9 rano. Żeby zminimalizować skutki jetlagu i szybko przestawić się na inny czas musieliśmy wytrzymać do późnego wieczora. Dlatego po szybkim podłączeniu ładowarek i prysznicu ruszyliśmy pospacerować po Auckland. Pięknej Auckland nie fascynowało i wolała odpocząć w mieszkaniu i wyjść z nami później na zakupy.

Auckland
Ulice centrum Auckland

Miasto sprawia wrażenie dużego – głównie przez wieżowce, sklepy czy banki, nad którymi góruje Sky Tower. Z jednej strony otacza je zatoka, a z drugiej zielone przedmieścia Auckland, zaś w oddali widać na oceanie kilka pobliskich wysepek i wzgórz. Nie widzieliśmy zbyt wielu samochodów, ani nie minęliśmy zbyt wielu ludzi, pomimo tego, że był środek niedzieli w środku lata. Pomimo tego, że miasto wydawało się podobne do innych, to dało wyraźnie się odczuć, że jest się w innym miejscu (w niczym np. niepodobnym do Londynu czy wielu innych dużych miast) – i to nie tylko z powodu kosmicznych sygnałów na przejściach dla pieszych 😉

Auckland
Auckland – Sky Tower

Tak sobie spacerując uliczkami miasta i szukając restauracji, w których można by zjeść obiad (który ostatecznie zastąpiliśmy bułką z humusem lub szynką 😉 ) zawędrowaliśmy pod Sky Tower. Aby zakupić bilet schodzi się do… tak! sklepu z pamiątkami! 😉 Tam kupujemy bilet i obsługa dowozi nas na jeden z poziomów.

Widok z pokładów Sky Tower był na prawdę wart ceny biletu. Miasto, pozornie spokojne z perspektywy chodnika, z góry wydaje się żyć jak komputerowa symulacja – głównie dzięki wcinającej się w miasto zatoce. Z jednej strony do przystani wpływa jacht pod zwodzonym mostem, z drugiej widać kilka żaglówek w czymś co przypominało mini regaty, gdzieś indziej kontenerowiec jest naprowadzany przez holowniki, a zaraz obok na wodzie ląduje samolot.

bty
Widoki ze Sky Tower
bty
Widoki ze Sky Tower
bty
Świetliki podłogowe nie były może najczystsze, ale swoje zadanie spełniały 😉
bdr
Widoki ze Sky Tower
bty
Widoki ze Sky Tower

Staliśmy tak wpatrzeni w tę żywą widokówkę jeszcze jakąś ładną chwilę. Po przejściu się dwoma tarasami widokowymi, udaliśmy się na poziom restauracyjny, gdzie przy pięknych widokach pobudziliśmy się nieco kawą i lodami, co by nie paść w dalszej trasie. Siedząc tak i podziwiając te widoki cieszyliśmy się faktem, że to dopiero pierwszy dzień i wszystko jeszcze przed nami.

Auckland
Widok przy niedzielnej kawie

Nie spodziewaliśmy się nawet jeszcze co nas czeka, ale wiedzieliśmy już teraz, że będziemy z dużym sentymentem wspominać początek tej wyprawy – i mieliśmy rację 😉
Na samej wieży można jeszcze skorzystać z profesjonalnego podnoszenia adrenaliny – możemy skoczyć na bungee lub wybrać się na spacer po zewnętrznej krawędzi. Ceny jednak nie są zachęcające, a szczerze mówiąc – w całej NZ takich atrakcji można znaleźć wiele, w równie ciekawych miejscach.

Wyjazd na Sky Tower był dobrym pomysłem również dlatego, że z łatwością mogliśmy zaplanować, gdzie jeszcze możemy się przejść coś zobaczyć. Wybór padł na przystań przy wybrzeżu oraz park w okolicach Auckland War Memorial Museum. Jeśli szukacie okolicy na relaksujący spacer po przyjeździe do Auckland – polecamy obie lokacje. Spacer po nabrzeżu pozwala się odprężyć i nacieszyć oczy otwartą przestrzenią (po dobie spędzonej w samolotach). btyW okolicy można znaleźć wiele atrakcji, jak wycieczki prywatnymi jachtami lub helikopterami po zatoce. My jednak postanowiliśmy kierować się w stronę naszego mieszkania aby zabrać Piękną na zakupy. Dopiero wtedy zdaliśmy sobie w pełni sprawę z potęgi nowozelandzkiego słońca. Czytaliśmy o tym, że kremy to obowiązek, ale myśleliśmy sobie: „eee tam, niebo jest lekko zachmurzone, jest przyjemnie ciepło, po krótkim spacerze nic mi nie będzie”. Błąd! 🙂 W Nowej Zelandii jednym z pierwszych zakupów powinien być krem do opalania! Kupcie go najlepiej w dużym mieście jak Auckland, gdyż ceny tego „dobra niezbędnego” potrafią się mocno wahać. W Auckland za krem 500 ml zapłaciliśmy $13. Identyczny krem w turystycznej, plażowej miejscowości Kaiteriteri kosztował $29. Będę to pewnie powtarzał jeszcze wiele razy, ale nie zaszkodzi – smarujcie się często. My wróciliśmy z pięknie rumiano-przypalonymi „kołnierzykami”, które chirurgicznie równo przechodziły w kredowo-białą biel na linii gdzie zaczynała się koszulka. Stonowanie tego efektu zajęło nam dosyć dużo czasu 🙂

Auckland
Panorama Auckland od strony przystani
Humus – jeden z podstawowych składników diety 😉

W drodze po Piękną postanowiliśmy najpierw znaleźć najbliższy sklep. Pamiętaliśmy, że gdzieś w pobliżu naszego mieszkania powinien być supermarket Countdown (polecamy). Ale po co sprawdzać na GPSie którędy iść, kiedy można pójść na wyczucie („bo przecież jeszcze nigdy się w Auckland nie zgubiłem” 😉 ). Dlatego też po piękną przyszliśmy 20 minut później, po zrobieniu pokaźnego kółka, dokładnie wokół poszukiwanego Countdown’a. Zakupy musieliśmy zrobić kompletne (nie mieliśmy nic – od żywności po baterie) ale jednocześnie oszczędne, gdyż następnego dnia musieliśmy być w stanie zabrać się razem z naszymi bagażami i zakupami do taksówki i dojechać do wypożyczalni odebrać kampera. Nie chcieliśmy też zostawiać całości zakupów na następny dzień, gdyż musieliśmy ruszać w trasę. Lista zakupów była raczej standardowa: zupki w proszku, makarony, sosy, humusy, szyneczki, sery, pieczywo. Do tego oczywiście zestaw napojów o różnym procentażu i parę rzeczy jak krem do opalania czy wspomniane baterie. Wtedy jeszcze myśleliśmy, że to przypadek, że poproszono nas o paszport do zakupu alkoholu. Jak się później miało okazać – jest to powszechnie i dość rygorystycznie przestrzegana zasada.

War Memorial Museum
War Memorial Museum

Po odstawieniu zakupów do domu i szybkiej przekąsce nastąpiła krótka siesta na oglądanie krykieta. Nie wiemy czy to ze zmęczenia czy z niewiedzy, ale oglądanie krykieta bardzo nas bawiło (nie bardziej jednak niż netball 😀 ). Aby nie zasnąć na kanapach wyruszyliśmy na drugi spacer – w kierunku wspomnianego Auckland War Memorial Museum i otaczającego go parku, które wypatrzyliśmy z tarasów Sky Tower. Park – obszerny, zielony i bardzo sielankowy – pełny rozmaitej, egzotycznej zieleni, był pełen ludzi i jak na ironię losu – sporą część trawnika zajmowało… pole do krykieta. ParkMogliśmy więc przez chwilę podziwiać ten dziwny sport „na żywo”, starając się powstrzymać ignoranckie uśmiechy na widok biegających (z naszej perspektywy w sposób całkowicie losowy :P) dorosłych ludzi. Do samego muzeum nie weszliśmy – jak na tematykę, cena biletów nieco odstraszała. Teraz trochę żałuję, bo jest to chyba jedno z najistotniejszych muzeów w NZ, jednocześnie najważniejszy pomnik historyczny. Jeśli, tak jak my, pominiecie Muzeum w Auckland – bardzo dobre muzeum znajduje się podobno w Wellington (my w samym Wellington zabawiliśmy na ledwie godzinę a o samym muzeum dowiedzieliśmy się później od przewodnika, więc nie mieliśmy okazji odwiedzić). Posiada bogatą ekspozycję dotyczącą Maorysów i lokalnej kultury.
Jednak naszym głównym celem było aktywnie zagospodarować kolejnych kilka godzin, w trakcie których zmęczenie i deprawacja snu dawały już czasem znać o sobie. Miewaliśmy „pływanie obrazu” lub pomniejsze halucynacje i zwidy czy nagłe napady dobrego humoru – które akurat należały do tych przyjemnych objawów skrajnego zmęczenia 🙂 Podejrzewam więc, że z przyswajania wiedzy muzealnej niewiele by wyszło. Spacer za to zdecydowanie się przydał, a widoczki były równie przyjemne.

Po powrocie do mieszkania resztę czasu spędziliśmy na leniwym sączeniu piwka w salonie lub na tarasie, rozmowach o planie na kolejny dzień i ogólnym „wszystkim i niczym”, doceniając fakt, że możemy być tam gdzie jesteśmy. Zdecydowaliśmy się, że kolację zrobimy sobie we własnym zakresie, jednak jestem przekonany, że jeśli ktoś zostaje w Auckland na dłużej to z pewnością znajdzie na mieście coś dla siebie. My jednak zostawaliśmy tutaj tylko na jedną noc, po czym czekało nas odebranie kampervana i reszta Nowej Zelandii.
Podekscytowani oczekiwaniem na rozpoczęcie, liczącej 3500 kilometrów trasy i czekającymi na nas przygodami udaliśmy się spać, kiedy zaczęliśmy przysypiać z piwkami przed telewizorem usypiani kolejnymi odcinkami „Wikingów”, czyli ok. 19:30 czasu lokalnego. Ustaliliśmy więc godzinę pobudki, zamówiliśmy na rano na recepcji transport do wypożyczalni i udaliśmy się w końcu na długo oczekiwany sen!

Tak twardo chyba nigdy nie spałem 🙂

Nasz dzień w Auckland powoli dobiegł końca. Ogólnie rzecz ujmując – miasta na pewno nie należą do najciekawszych atrakcji Nowej Zelandii, jednak warto nieco po nich pospacerować (zwłaszcza jeśli ktoś jest miłośnikiem ogólnie pojętej kultury i czas na to pozwala). Czy zostałbym w Auckland na dłużej? Tak – jeśli miałoby służyć za bazę wypadową do odwiedzania okolicznych miejsc, lub chociaż kilku z otaczających Auckland wysepek. Jednak na samo Auckland, w naszym przypadku, jeden dzień okazał się w zupełności wystarczający.

 


 

Podsumowanie – Dzień 1

Mapa trasy
Na mapie zaznaczone: lotnisko, nasza wypożyczalnia kamperów, nocleg

Trasa:
Auckland Aiport – Auckland Waldorf Celestion Apartments (30 km, 20-30 min.)

Nocleg:
Waldorf Celestion Apartments – ale też dużo innych alternatyw.
Wybraliśmy go dlatego, że jest zlokalizowany w samym centrum, po którym chcieliśmy pospacerować. Chcieliśmy mieć też duże i wygodne lokum na odpoczynek po trasie, z dwiema sypialniami i salonem zamiast jednego pokoiku. Jednak dla niektórych (np. przylatujących lotami popołudniowymi) lepszym wyborem mogą okazać się hotele w okolicy lotniska lub waszej wypożyczalni samochodów.

Atrakcje:
W naszym planie były: wypoczynek po locie, spacery, wjazd na Sky Tower. Z innych dostępnych atrakcji mamy ofertę ekstremalnych zabaw na Sky Tower, muzea, wycieczki (jachtami, helikopterami), okoliczne wysepki czy wypady na Bay of Islands.

Ceny (w NZD):

  • Sky Tower – bilet wjazdu: $29
  • 3 solidne gałki lodów (porcja spokojnie dla 2 osób) w Sky Tower Cafe: $12
  • Pierwsze zakupy spożywcze w Countdown (dla 3 osób): ok $200
  • Krem do opalania 500 ml SPF 50 (kupiony w Countdown): $13
  • Transport Shuttle Busem z lotniska pod samo mieszkanie (cena zależna od ilości osób, im więcej tym taniej w przeliczeniu na osobę): $56 / 3 osoby
  • Starter sieci Spark – 8 GB danych i nielimitowane rozmowy w Nowej Zelandii (i paru innych krajach, jednak bez Polski) – $86 (cena niższa, bo kupiony na strefie wolnocłowej. Poza nią, ten sam starter kosztował $99)

Zarezerwuj z wyprzedzeniem:

  • Transport Shuttle Busem z lotniska – może się zdarzyć, że busy będą pełne pasażerów z rezerwacjami i będziecie musieli zaczekać. Nam poszczęściło się akurat bez rezerwacji 😉

Wskazówki:

  • Krem do opalania zakupcie już pierwszego dnia! Najlepiej PRZED pierwszym spacerem 😉 Krem lepiej chyba kupić na miejscu niż przed wyjazdem (lepsze kremy, większy wybór wysokich filtrów dostosowanych do nowozelandzkich warunków). Najlepiej kupić kremy z filtrem od SPF 30 wzwyż (najlepiej 50).
  • Miasta wprawdzie nie są największą atrakcją Nowej Zelandii, jednak Auckland jeśli ktoś interesuje się nie tylko krajobrazami ale również kulturą, czy gastronomią, to z pewnością w Auckland znajdzie coś dla siebie. Dla mnie miasto w sam raz na jeden dzień lub jako baza wypadowa do Bay of Islands (które niestety musieliśmy pominąć).
  • Nie zabierajcie się od razu za wynajem pojazdu i pokonywanie solidnych kilometrów pierwszego dnia. Ten dodatkowy dzień na złapanie oddechu na prawdę potrafi zrobić dużą różnicę.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

w

Connecting to %s