Portsmouth – Narodowe Muzeum Królewskiej Marynarki Wojennej

Dzisiaj postanowiliśmy skorzystać z poprawiającej się pogody (pojęcie bardzo względne) i pojechać na wycieczkę do Portsmouth. Jakiś czas temu wyczytałem w przewodniku Rough Guides, że na terenie tamtejszej bazy marynarki wojennej znajduje się National Museum of Royal Navy (tłumaczenie w tytule 😉 ) z bardzo ciekawymi eksponatami.

Od tego czasu nosiło mnie cały czas, żeby się tam wybrać. Piękna podniosła słuszny argument, że do muzeum nad samym morzem lepiej wybrać się w nieco lepszą pogodę. Miała rację – pomimo słonecznej (i dla mnie komfortowej) pogody, wiatr od morza wiał dość solidnie.

Jeśli ktoś planuje się wybrać, bilety warto zamówić wcześniej – są wtedy tańsze. My swoje zamówiliśmy przez internet. Koszt biletu (jedynego sensownego – poza biletami rodzinnymi dla rodzin z dziećmi) to 29 funtów. Obejmuje on praktycznie wszystkie atrakcje i muzea, bo tych na terenie doków jest wiele. Dodatkowo w cenie biletu znajdują się wycieczki statkiem po zatoce oraz przeprawy wodne water-busem do znajdujących się po drugiej stronie zatoki muzeów (w tym muzeum łodzi podwodnych). My nie skorzystaliśmy z wszystkich atrakcji, a to z prostego powodu: bilet jest ważny przez rok i na pewno planujemy tam w tym czasie wrócić (przynajmniej ja – wyjaśni się później dlaczego). Dla porównania cena biletu wstępu na jeden tylko statek – HMS Victory to 18 funtów.

IMG_20170325_144749.jpg

Mówiąc o statkach, należałoby napisać parę słów o samym miejscu, do którego się wybraliśmy. Muzeum Królewskiej Marynarki, to tak na prawdę kompleks obiektów, znajdujących się na terenie (aktywnej) bazy Marynarki. W jego skład wchodzą muzea tematyczne (marynarki, uzbrojenia), statki, łodzie podwodne a nawet odrestaurowany, wydobyty z dna morskiego wrak XVI wiecznego statku Mary Rose. Same wystawy jak i cały kompleks posiadają również wiele interaktywnych atrakcji dla dzieciaków.

Jak już wspomniałem – muzeum znajduje się na terenie bazy marynarki wojennej. Dlatego już przy samej bramie przywitał nas, uzbrojony w broń długą, dwuosobowy patrol. Nie dziwi to, biorąc pod uwagę fakt ostatnich wydarzeń w Londynie. Zaraz za bramą wisiała duża tablica z napisem „Aktualny poziom zagrożenia terrorystycznego: podwyższony”.

Po odebraniu biletów, przeszliśmy do kolejki oczekującej na przeszukanie bagażu. Tutaj od razu uwaga dla odwiedzających: nie zabierajcie ze sobą przedmiotów typu: nożyczki, noże, twarde/ostre/niebezpieczne przedmioty itp, zwłaszcza jeśli nie bylibyście gotowi ich oddać na przechowanie. Podejrzewamy, że przeszukania bagażu (z racji poruszania się po terenie bazy) są elementem stałym, a nie chwilowym. Ochrona wprawdzie uprzejmie się pyta, czy może zajrzeć do środka, jednak odmowa raczej nie wchodzi w grę. Ochroniarz bardzo uważnie przyglądał się stickowi do kamerki (jest długi, dosyć stabilny, może przypominać pałkę teleskopową). Miałem też w plecaku drona. Wiedziałem już wcześniej, że nad bazą obowiązuję bezwzględny zakaz lotów, drona miałem ze sobą na później – aby polatać w parku nieopodal uniwersytetu, z którego można uchwycić ładną panoramę. Zostałem poinformowany, że niestety z dronem nie mogę przejść dalej. Dobrowolnie zaproponowałem, że pozostawię drona do przechowania, ochroniarz upewnił się, że mogą przechować taki przedmiot (chodziło o wartość), wydał odpowiednie pokwitowanie i przeszliśmy dalej. Z podobnych przyczyn odradziłbym zabierania również dużych teleobiektywów. Sama sytuacja absolutnie nie była stresowa, czy napięta. Ochroniarz był bardzo uprzejmy i chciał pomóc, jednak jeśli regulacje czegokolwiek by zabroniły – nie ma zmiłuj. Takie uroki muzeum na terenie jednostki wojskowej 😉

IMG_20170325_125150.jpg

W końcu mogliśmy przejść do zwiedzania – a jest co! Pierwsze drzwi po wyjściu z biura biletowego prowadzą na pokład HMS Warrior. W momencie zwodowania (1861 rok) był to najszybszy, najnowocześniejszy statek wojenny na świecie. Był efektem i jednocześnie ofiarą wyścigu zbrojeń morskich prowadzonego przez Królestwo Brytyjskie. Zbudowany w odpowiedzi na nowoczesny okręt francuski, nigdy nie brał udziału w działaniach bojowych. Ostatecznie został wycofany ze służby w 1875 roku. Z powodu dynamicznego postępu technologii stał się szybko przestarzały. Zaletą tego jest fakt, że można go podziwiać zachowanego w bardzo dobrym stanie. Fregata robi niesamowite wrażenie, kombinacja masztów żaglowych, masywnej, długiej konstrukcji oraz kominów parowych potrafi przenieść w czasie.

IMG_1064.JPG

Schodząc pod kolejne poziomy pokładów można zobaczyć jak żyli marynarze, z czego korzystali, czy z czego wybijali się wzajemnie na rozmaite, kreatywne sposoby, czyli: działa armatnie, muszkiety, pistolety, szable, folgierze itp. Widząc cały ten arsenał, można sobie tylko wyobrazić, jakie spustoszenie musiał siać, uderzając w statek przeciwnika na otwartym morzu.

Na dolnym pokładzie znajdowała się kotłownia. Tutaj należy wyjaśnić, dlaczego chciałbym jeszcze przynajmniej raz odwiedzić to muzeum.

W kotłowni, jak to w kotłowni – było ciemno. Postanowiłem więc przygotować lustrzankę do takich warunków. Dopiero wtedy, przyglądając się ustawieniom na ekranie zauważyłem napis „no memory card” – zapomniałem karty! Natura poprzez moje zapominalstwo postanowiła wyciąć mi wiosenny żart i w ten sposób zmusiła mnie do pstrykania fotek telefonem. O ile wiele z nich wyszło całkiem przyzwoitych (przy dziennym oświetleniu), o tyle wielu pozwolę sobie nie publikować – niech zaczekają na drugą wycieczkę 😉
Przez następne pół godziny byłem naturalnie marudny, a do końca dnia nie mogłem odżałować, że zapomniałem aparatu. Piękna nie potrafiła zrozumieć dlaczego. Jeśli ktoś ma pomysł w jaki sposób zobrazować, dlaczego dla amatora fotografii konieczność przerzucenia się z lustrzanki na (nawet bardzo wysokiej klasy) telefon komórkowy to po prostu bolesne doświadczenie – możemy zorganizować konkurs z nagrodami 😉

Wracając do kotłowni…

IMG_20170325_122949

Zaraz za nią znajduje się maszynownia, w której możemy podziwiać potężne tłoki napędzające śrubę statku. Znajduje się tam też pomniejszony model w ruchu, dla lepszego zrozumienia jak funkcjonuje cała maszyneria napędzająca takiego kolosa.

IMG_20170325_123115

W dalszej części przeszliśmy jeszcze przez kwatery oficerskie. Te były wyposażone na prawdę stylowo. Część z kajut oficerskich była otwarta i widoczna wraz z wyposażeniem. Osobiście uważam, że posiadanie „pokoju” z widokiem na morze, podpisanego „Master”, w którym zaraz obok łóżka znajduje się kilkumetrowe działo armatnie jest najbardziej kozackim wystrojem wnętrza kawalerki, jaki tylko sobie można wyobrazić – niezależnie od metrażu 😉

IMG_20170325_124308

Różne pomieszczenia prezentowały różne wyposażenie (i różną jego jakość) zależnie od zajmowanego stopnia.

Niestety kajuta podpisana…

IMG_20170325_123800.jpg

… była zamknięta. Tak więc nie wiem jaki wystrój by mi przypadł przy takiej specjalizacji 😉 A może bym się przekwalifikował – kto wie?

IMG_20170325_124828.jpg

Po zejściu na ląd (HMS Warrior dalej jest zakotwiczony w zanurzeniu), pomaszerowaliśmy w kierunku długo oczekiwanej przeze mnie atrakcji – HMS Victory, zwodowany w 1778 roku brytyjski liniowiec żaglowy. Maszty niestety nie były w pełni wyciągnięte, dlatego też nie robił gabarytowo tak mocnego wrażenia jak Warrior. Wnętrza również były skromniejsze, gdyż jednostka ta jest zwyczajnie starsza i jej wyposażenie było po prostu prostsze. Nie zmienia to faktu, że Victory prezentuje się po prostu majestatycznie. Poziom wykonania, wszystkie detale oraz możliwość zwiedzenia całego statku – od poop decku po magazyn prochu – działały jak wehikuł czasu. HMS Victory do dziś pozostaje okrętem flagowym Królewskiej Marynarki Wojennej.

Kawałek historii

Liniowiec ten zasłynął przede wszystkim w czasie bitwy pod Trafalgarem, będąc dowodzonym przez admirała Nelsona. Nelson zginął w trakcie bitwy, którą jednak ostatecznie wygrał dzięki nowatorskiej strategii. Narażając swoją flotę wbił się w szyk liniowy, będącej w przewadze, floty francuskiej, aby odciąć jej najsilniejsze jednostki. Manewr był ryzykowny, gdyż jak wiadomo, uzbrojenie statków liniowych (działa armatnie) znajdują się głównie po bokach statku. Nacieranie pod kątem prostym wystawiało flotę Nelsona na ostrzał, bez możliwości odpowiedzi ogniem. Ostatecznie manewr się powiódł, jednak w trakcie bezpośredniego starcia doszło do wymiany ognia z muszkietów na krótkim dystansie. Admirał Nelson stał się łatwym celem, z racji charakterystycznego umundurowania. Trzeba sobie wyobrazić, że ostrzał był prowadzony nie tylko z pokładu, ale także z lin i masztów. Nelson został postrzelony, podobno od razu polecił odprowadzić się pod pokład, aby nie narazić morale całej floty. Tam zmarł od poniesionych ran, do dziś możemy zobaczyć miejsce, w którym osunął się na ziemię.

Znając tę i inne historie związane z tamtą epoką eksploracji morskiej, można przenieść się na chwile w tamten czas.

W odróżnieniu od  Warriora, gdzie pokłady można było zwiedzać swobodnie, HMS Victory zwiedza się po wytyczonej ścieżce. Prowadzi ona jednak przez praktycznie wszystkie części statku. Nie znam się na nazewnictwie szkutniczym, więc opisy części statku będę improwizował 😉

Zaczynamy od „poop decku” – jest to ten balkon znajdujący się w tylnej części statku nad kwaterą kapitańską. Mamy z niego widok na cały statek i horyzont. Szkoda, że w tym przypadku betonowy.

poopdeck.png

Dalej trasa prowadzi nas pod pokład na którym właśnie stoimy – do jednych z pomieszczeń kapitańskich. Nawet jeśli ludzie byli wtedy nieco niżsi, nie zmienia to faktu, że pewnie i wtedy niektórzy musieli się tam schylać.

IMG_20170325_132057.jpg

Ich urządzenie było nieco skromniejsze, ale i tak bardzo klimatyczne. Posiadaniem takiego biura, z takim widokiem nie może pochwalić się żaden prezes.Jakiegokolwiek jachtu by nie mieli, nic nie oddaje klimatu „biura” na liniowcu żaglowym. Zdjęć zrobionych telefonem na razie zbyt wiele nie publikuję. Generalnie wiele zdjęć robionych w pomieszczeniach nie wychodziło zbyt udanie. Im niżej pod pokładem, tym mniej światła, a mała matryca telefonu nic na to nie poradzi.

IMG_20170325_132951

Fotografia na przykładzie – można pominąć 😉

Często pada pytanie – po co lustrzanka / lepszy aparat? Mój telefon robi świetne zdjęcia.
Pomijając bardzo wiele innych aspektów, jednym z przykładów jest właśnie matryca. W uproszczeniu: jest to element aparatu na który pada światło, które następnie jest przetwarzane na kolorowe „megapixele” obrazu. Zazwyczaj marketing informuje nas tylko o ilości megapixeli i to jest jedyna informacja którą uzyskujemy. Jednak równie istotny jest jej fizyczny rozmiar. W przypadku telefonów komórkowych matryca jest wielkości paznokcia u małego palca. Matryca lustrzanki APS-C ma ok 25x17mm, zaś tzw. pełnoklatkowa 36x24mm. Rozmiar matrycy przekłada się m.in. na jakość zdjęć w niskim świetle. Oczywiście nie bez znaczenia są inne aspekty jak statyw, odpowiedni obiektyw itp, jednak o ile te elementy możemy zmieniać, to matryca aparatu jest elementem stałym. Nowe telefony robią coraz lepsze zdjęcia i z pewnością ich matryce będą stawały się coraz lepsze. Jednak nic nie zastąpi kombinacji dobrej matrycy oraz obiektywu. O ile w świetle dziennym Nexus 6P i iPhone 6 robią całkiem przyzwoite zdjęcia, to do dalszej obróbki raczej się nie nadają, a w trudniejszych warunkach oświetleniowych można co najwyżej pstryknąć parę fotek.

IMG_20170325_132414.jpg

Następnie zeszliśmy pod pokład. Od tego momentu nie będę opisywał dalej trasy, bo sam niezbyt dokładnie pamiętam cały układ statku, zaś jak wspomniałem, zdjęć z niższych pokładów zbyt wiele nie wyszło. Przeszliśmy przez prywatną kwaterę dzienną admirała Nelsona oraz jego kajutę. Wrażenie robi jego łóżko – chyba jedyny, kolorowy element na całym statku. Przeszliśmy przez pokłady, na których żyli marynarze. Trzeba tu wspomnieć, że cały statek wyposażony był w 104 rozmaite działa. Tak więc normalnym widokiem są stoły i ławy jadalniane ustawione pomiędzy kilkumetrowymi armatami. Wymarzone miejsce pracy. Na pokładzie znajdował się też szpital, warsztat stolarski, magazyn prochu, spiżarnia, kuchnia czy swego rodzaju sypialnia. Parę z nich można zobaczyć na zdjęciach (różnej jakości) w galerii poniżej.

Zwiedzanie HMS Victory było naprawdę ciekawym doświadczeniem. Po opuszczeniu statku zastanawialiśmy się gdzie się udać dalej. Korciło mnie muzeum łodzi podwodnych, jednak trzeba tam dopłynąć waterbusem – czyli małym promem. Pięknej już było zimno, nie wspominając o wietrze w trakcie rejsu. Do tego lekko zgłodnieliśmy (na terenie doków znaleźliśmy jedynie kawiarnie z przekąskami), a ja umówiłem się z ochroniarzem na odebranie drona przed określoną godziną. W poszukiwaniu toalety zawędrowaliśmy do pawilonu wraku statku Mary Rose. Jest to atrakcja którą chcieliśmy w trakcie tej wizyty pominąć. Byłby to wielki błąd!

IMG_20170325_140403.jpg

Mary Rose to karaka (rodzaj statku) z roku 1510, z czasów Tudorów. Fragmenty jego wraku oraz wyposażenia zostały wydobyte i odrestaurowane. Sam pawilon jest bardzo nowoczesny i urządzony w bardzo ciekawy sposób. Zamiast przewodnika czy zestawów audio, możemy pobrać aplikację na telefon, która oprowadzi nas po muzeum (również w języku polskim). Pawilon przechodzimy piętrami – z każdej strony znajduje się pomieszczenie z eksponatami, ekranami interaktywnymi, filmami z procesu wydobycia, czy nawet historiami niektórych członków załogi, czy woskowe rekonstrukcje na podstawie odnalezionych szkieletów. Następnie przechodzimy długim balkonem wzdłuż wydobytego wraku, który znajduje się za hermetyczną szybą, do drugiego pomieszczenia wystawowego i na kolejne piętro. Na samym wraku co jakiś czas, wyświetlane rzutnikami są perfekcyjnie zeskalowane sceny, z marynarzami wykonującymi swoje codzienne czynności na różnych pokładach, co sprawia że wrak na chwilę ożywa.

Konstrukcja robi wrażenie sama w sobie. Nie sposób sobie wyobrazić ogromu pracy włożonego w wydobycie, poskładanie i odrestaurowanie tak olbrzymiego fragmentu statku. Taki układ muzeum powoduje, że nie sposób się nudzić. Na koniec, po obejrzeniu ostatniej wystawy, zamiast przechodzić hermetycznym balkonem, przechodzimy przez śluzę powietrzną, po czym wchodzimy do otwartego pomieszczenia i podziwiamy wrak z góry. Specjalnie dobrane światło i ogólna atmosfera sprawia, że na chwilę czujemy się jakbyśmy się przenieśli na morskie dno.

Po tej atrakcji musieliśmy dać oczom chwilę na dojście do siebie po godzinie w ciemności. I choć spacerowanie po historycznych dokach samo w sobie było przyjemną atrakcją, Pięknej robiło się zimno, więc udaliśmy się odebrać drona i coś przekąsić.

Wrócimy tutaj jeszcze na pewno – mamy do obejrzenia łódź podwodną, jak również chciałbym odwiedzić również nieco mniejsze jednostki i muzea, porobić porządne zdjęcia, być może wjechać na wieżę widokową – lokalną atrakcję turystyczną. W każdym wypadku – na pewno zdjęcia i opis zamieszczę 😉

IMG_1083

 

 

3 thoughts on “Portsmouth – Narodowe Muzeum Królewskiej Marynarki Wojennej

    1. Cieszę się, że post okazał się przydatny. Dzięki za ciekawostkę – sam mam zamiar nieco więcej poczytać przed naszą kolejna wizytą, bo samemu daleko mi do eksperta w tym temacie. Jednak nawet podstawowa wiedza potrafi zrobić różnicę i nadać charakteru najzwyklejszym z pozoru przedmiotom i całej wycieczce.

      Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s