South West Coast Path – wycieczka do Bournemouth i na wybrzeże jurajskie

Bournemouth ma coś w sobie i ciężko określić co to jest. Pomimo swojej ruchliwości, czasem tłumu ludzi (szczególnie w sezonie, w okolicy wejścia na plaże) daje możliwość zrelaksowania się. Okolica jest bardzo zróżnicowana – warto odwiedzić samo miasto, jak również plaże i okoliczne ścieżki spacerowe. Plaże w Bournemouth są jasne i długie – nawet w sezonie można znaleźć kawałek odludnego miejsca dla siebie. Jeśli chodzi o tereny zielone, łącznie mamy do dyspozycji ponad 140 hektarów parków, rozmieszczonych w różnych częściach miasta, a w okolicy znajduje się wiele parków krajobrazowych. Pobliski szlak spacerowy South West Coast Path liczy sobie łącznie ok 1000 (słownie: tysiąc) km długości i jest usłany przepięknymi krajobrazami – jest więc co robić, a każdy znajdzie coś dla siebie. Ruszamy do Bournemouth!

Jeśli chodzi o najlepszy czas na wizytę, wygląda to tak samo jak w przypadku większości kurortów. Latem ciepło ale pełno ludzi, wiosna/jesien – świetny czas na odwiedziny (szczególnie wiosna), ale nawet zima się nada. O ile nie ma śniegu (który byłby pewnie atrakcją samą w sobie), a jesteś przygotowany na doświadczenie jednej z oczywistych atrakcji Anglii jaką są jej deszcze, to zima nie powinna być problemem. Na naszej ostatniej wycieczce (początek stycznia) pomimo chłodnego wiatru, utrzymywała się temperatura ok. 9*C i przez chmury prześwitywało słońce.

 DSC08816.jpg
Do Bournemouth z Polski można dostać się na kilka sposobów. Najbardziej uniwersalnym jest lot na jedno z londyńskich lotnisk i dojazd pociągiem. Tutaj trzeba jednak uważać, gdyż podróże pociągiem są w Wielkiej Brytanii CHOLERNIE drogie. Jeśli ktoś wie na co zwracać uwagę i jak szukać biletów na pociąg, może uda mu się ustrzelić bilety „po prostu drogie” lub „nie aż tak drogie”. Podróż w dwie strony z lotniska Heathrow lub Gatwick to koszt £60 – £100 za osobę. Innych lotnisk, jak Luton, nie warto nawet rozważać – położenie, odległości i koszty dojazdu są praktycznie nieopłacalne, jeśli chcemy wybrać się na środkowo-południowe wybrzeże. Londyn rozważałbym tylko i wyłącznie, jeśli stanowi on sam w sobie element wycieczki.
Drugim sposobem jest lot bezpośrednio do Bournemouth. Na chwilę pisania tego artykułu (styczeń 2017) chyba tylko Ryanair posiadał w swojej ofercie bilety Kraków – Bournemouth. Możliwe, że są jakieś połączenia z Warszawy – tego nie wiem. Cena biletu może być nieco wyższa nic np biletów do Luton, Stansted czy innych bardziej znanych, tanich lotnisk, jednak oszczędzamy czas (nawet kilka godzin!) jak również pieniądze na drogich dojazdach. Koszt biletu Kraków – Bournemouth – Kraków, dla jednej osoby, bez zniżek to ok 75 – 100 funtów.
 Bournemouth.png

Po przylocie do Bournemouth można złapać autobus do centrum (tzw Square). Koszt za bilet w dwie strony to ok 4 funty, jeśli dobrze pamiętam, więc nie tak sporo.

Ze Square możemy wybrać się w większość atrakcyjnych miejsc w Bournemouth. Zaraz przy głównej ulicy rozsiane są przystanki autobusowe, którymi możemy dostać się do Poole czy innych okolicznych miejscowości. Ceny biletów autobusowych są znośne i wahają się w okolicy 3 – 9 funtów za bilet w obie strony.
Na początek można wybrać się do centralnego parku. Czasem odbywają się tam ciekawe eventy sezonowe, koncerty. A nawet jeśli nic się nie dzieje, zawsze możemy położyć się na soczyście zielonej trawie i poczytać książkę przy strumyku, patrząc na unoszący się nad nami, olbrzymi balon widokowy. Park centralny przez większą część roku tętni życiem. W okolicy świąt można pojeździć na łyżwach czy napić się grzanego wina. Latem jest pełen ludzi – mieszanki wszystkich kultur i osobowości. W jednym momencie leżymy przy dźwiękach irlandzkiej muzyki, wygrywanej przez parkowego grajka na flecie irlandzkim, żeby za chwilę oglądać młodziaka, wyginającego się do muzyki z małego głośniczka na trawie, gdzie tańczyła obok grupa dziewczyn, wyzywając je na dance off. Wyglądało to dla mnie na początku tak surrealistycznie, jakbym był w jednym z tych filmów musicalowych, których chyba nigdy nie przyjdzie mi obejrzeć do końca bez ucinania drzemki 😉
DSC08064.jpg
W całym parku znajduje się mnóstwo bardzo przyjaznych wiewiórek (niektóre poznają regularnych bywalców), dlatego polecam zabrać woreczek orzeszków (najlepiej laskowych). Jeśli nie mamy – można pójść kawałek w dół głównej ulicy, gdzie znajdziemy Tesco 😉 Będąc już tutaj, możemy przejść się odchodzącymi na boki deptakami i zjeść coś w jednej z okolicznych restauracji. Na deser polecamy wybrać się do włoskiej lodziarni Giggi.
IMG_20160325_122231.jpg
Najedzeni możemy wybrać się na spacer, żeby spalić te kilka kalorii. Idąc ze Square na południe przez park, możemy w kilka minut być na plaży. Miłośnicy sportów wodnych znajdą na pewno coś dla siebie, tak samo jak miłośnicy plażowania. Pod względem pogody, przypomina to trochę plażowanie nad Bałtykiem. Zauważyłem jedynie, że ludzie tutaj są bardziej odporni na niską temperaturę wody (byliśmy świadkami wesołych kąpieli, nawet dzieci, w późnym październiku a nawet później).

Zaraz przy wejściu na plażę znajduje się molo. Wstęp jest płatny (nie pamiętam dokładnie ceny, ale raczej nie więcej niż 5 funtów). Z końca molo możemy zjechać na linie, nad wodą aż na plażę (płatne niestety dodatkowo).

South West Coast Path

DSC08791_Fotor.jpg

Jeśli już wystarczająco odpoczęliśmy, zaliczyliśmy wszystkie pobliskie atrakcje turystyczne, zjedliśmy fish&chips, czas nieco się zmęczyć w szczytnym celu. Jak już wspomniałem wcześniej, na całym południu Wielkiej Brytanii, rozciąga się ponad 1000 kilometrowy szlak spacerowy. I bynajmniej nie jest ona przeznaczona dla pokutujących pielgrzymów czy jako pomysł na wakacyjny prezent urodzinowy dla teściowej. Całą trasę można spokojnie podzielić na bardzo krótkie odcinki (nawet godzinne), nie rezygnując przy tym z odwiedzania najbardziej widowiskowych miejsc.

Ogólnie wędrowanie/kempingowanie jest w Wielkiej Brytanii dość popularne, dlatego możemy liczyć na całkiem dobrą infrastrukturę – pola kempingowe, b&b, hoteliki, agroturystykę (często na bardzo wysokim poziomie, z ciekawym jedzeniem własnej produkcji itp). Warto więc rozeznać się w całej ofercie okolicy, którą chcemy odwiedzić i wybrać coś dla siebie.

Niestety, rozbijanie namiotu „na dziko” jest w Anglii zabronione (wskazówka: w Szkocji już tak nie jest 😉 tam można rozbić namiot prawie wszędzie ). Koszty noclegu typu B&B (mały pensjonacik, czasem pokój w czyims domu, zazwyczaj ze śniadaniem) to ok 30-50 GBP. Ceny pól namiotowych również nie są zaporowe. Za miejsce na rozbicie namiotu (bez samochodu czy kampera) zapłacimy w przedziale 5 – 10 funtów.

Można też wybrać się na krótszą wycieczkę (np jednodniową) i wrócić z powrotem do bazy wypadowej na kempingu lub w mieście. My wybraliśmy się na niedługi spacer (nieco ponad 7 km) ze stosunkowo niewielką różnicą wzniesień. Cały odcinek jest bardzo malowniczy, a o tej porze dodatkowo bardzo spokojny. Z racji tego, że nie nocowaliśmy w Bournemouth ani okolicy, a ja chciałem móc spokojnie pobawić się aparatem, postanowiliśmy nieco skrócić pierwotną trasę. Planowałem jeszcze odwiedzenie latarni w Swanage i paru innych miejsc w tamtej okolicy, jednak dzień byłby za krótki i zwyczajnie nie starczyłoby nam czasu na wszystko.
Trasa nie wymaga specjalnego sprzętu, jednak warto nieco się do niej przygotować. Absolutne minimum to wygodne buty trekkingowe. Jeśli trafimy na deszczową pogodę, to szlaki mogą być wilgotne lub pokryte błotem. Wiem co mówię – my wybraliśmy się w bardzo nie-terenowych trampkach. W niektórych momentach uprawialiśmy przez to jazdę figurową na błocie, lub akrobacyjne skoki z jednego skrawka trawy na drugi. Oczywiście nawet w dobrą pogodę obowiązkowym wyposażeniem jest coś przeciwdeszczowego / wiatrowego.

imgpsh_fullsize (3).jpgZależnie od tego ile mamy czasu oraz ile chcemy go przeznaczyć na postoje fotograficzne czy krótkie przerwy na delektowanie się krajobrazem, możemy wybrać wariant dłuższy, lub krótszy. Osobiście polecam ten drugi – na długości całej trasy znaleźliśmy wiele schowanych, niepozornych miejsc. Jeśli widzimy gdzieś maleńką ścieżynkę wijącą się w głąb krzaków – warto tam zajrzeć. Bardzo często na jej końcu kryją się odludne zagajniczki, poletka w sam raz na piknik, czy miejsca widokowe. W wielu z nich zazwyczaj znajduje się ławeczka na której można usiąść i na chwilę zapomnieć o świecie, patrząc się w siną dal. Tutaj uwaga – szczególnie dla właścicieli czworonogów. Wchodząc gdziekolwiek należy zachować szczególną ostrożność, a w czasie spaceru psa prowadzić na smyczy. Poza kilkoma znakami ostrzegawczymi, klify nie posiadają żadnych zabezpieczeń. Zdarzają się również osunięcia skał. Dlatego jeśli nie mamy pewności czy dane miejsce jest bezpieczne, lepiej trzymać się wytyczonego szlaku.

DSC08770_Fotor.jpg

Krótszy wariant trasy prowadzi ze Studland do Swanage, wzdłuż klifowego wybrzeża, przez słynne Old Harry Rocks. Dłuższa wersja to wysiadka z autobusu zaraz po zejściu z promu i kilkukilometrowy spacer do Studland wzdłuż plaży. Jeśli planujemy wędrowanie na dłuższą metę, możemy ze Swanage zrobić sobie docelową bazę wypadową. Znajduje się w dosyć dogodnej lokalizacji, z której łatwo dotrzeć w wiele ciekawych miejsc. Ale od początku.

Studland znajduje się na półwyspie, na terenie rezerwatu Studland and Godlingston Heath National Nature Reserve. Najłatwiej dostać się tam autobusem linii Breezer 50, odjeżdzającym średnio co godzinę z centralnego przystanku na Bournemouth Square. W cenie biletu wliczona jest oczywiście przeprawa promowa na półwysep. Osoby zieleniejące już w panice przed chorobą morską mogą uspokoić jelita – przeprawa trwa parę minut i nie da się jej odczuć 😉 Jeśli chcemy wracać tego samego dnia autobusem do Bournemouth, proponuję kupić bilet powrotny do Swanage – taka opcja jest najkorzystniejsza cenowo.

DSC08766 (2).jpg

Wysiadamy na przystanku w Swanage, w okolicy wejścia na szlak. Autobusy zatrzymują się na żądanie, dlatego jeśli nie wiemy gdzie wysiąść, warto poprosić kierowcę o zatrzymanie autobusu w wybranym miejscu. 

I tak na prawdę na tym można by było zakończyć cały opis trasy i najlepiej by to oddało klimat naszego wypadu – cisza, spokój i piękne widoki, które robią tak samo spektakularne wrażenie w pełnym słońcu jak i w pochmurny, deszczowy dzień.

Po wyjściu w Studland udaliśmy się na południe. Po paru minutach spaceru po asfalcie, mijając stare, angielskie, wiejskie domki i dworki, byliśmy już w otoczeniu łąk i drzew. Pierwsze co uderza oczy to soczysta zieleń a uszy inny rodzaj ciszy. Widać zabudowę, ale nie słychać samochodów. Widać morze ale nawet nie słychać zbyt wielu mew, widać wybrzeże, ale nie słychać fal (bo znajdują się w dole klifu). Nigdy nie pomyślałbym, że można zostać kolekcjonerem różnych rodzajów ciszy 😉 Należy mieć na uwadze, że my byliśmy tam na początku stycznia – więc bardzo daleko od wysokiego sezonu.

DSC08762 (2).jpgSpacerowanie szlakiem to czysta przyjemność – jest czysty, zadbany, w miejscach gdzie ścieżka może się zmienić w błoto ustawione są prowizoryczne stopnie schodów. My trzymaliśmy się utartego traktu, który poprowadził nas nad słynne Old Harry Rocks, skąd udaliśmy się w kierunku Swanage. W wielu miejscach można odbić nieco od głównej trasy, trzeba jednak zdawać sobie sprawę, że idąc „na przełaj” możemy natrafić na ogrodzone tereny prywatne. Na niektóre można wejść mimo wszystko – warto się jednak upewnić czy nie naruszamy czyjejś własności.

Szlak polecam gorąco miłośnikom fotografii. Niecodzienny krajobraz daje pole do zabawy perspektywą, zaś zmienna, angielska pogoda potrafi stworzyć niepowtarzalne warunki świetlne. A to wszystko na krótkim, 8 kilometrowym odcinku tego 1000 kilometrowego szlaku.

Trasa pod względem poziomu trudności jest bardzo łatwa. Nadaje się praktycznie dla każdego niezależnie od wieku czy kondycji.

DSC08817 (2).jpg

Osobiście po tej jednej wycieczce tak spodobało mi się jurajskie wybrzeże, że zdecydowanie planuję wracać tam regularnie i odkrywać nowe zakątki. Obecnie jestem na etapie zbierania/modernizacji sprzętu, który pozwoli mi komfortowo podróżować kilka dni. W okolicy bez problemu powinniśmy być w stanie znaleźć pola kempingowe, więc wędrówki z namiotem nie powinny stanowić problemu. Każdy odcinek South West Coast Path ma do zaoferowania coś nieco innego, co mam nadzieję pokazać przy okazji kolejnych wycieczek na południe Anglii. Jeśli ktoś szuka ciekawej odskoczni na piesze wędrówki – nie powinien być zawiedziony.

 

DSC08803 (2).jpg

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s